Historia ZPB
A tak, gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy,
Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy.
Adam Mickiewicz,
Do Joachima Lelewela
Bycie Polakiem na Białorusi jest ryzykowne i z góry przesądza o tym, że taki obywatel będzie tam miał drugą kategorię. Polacy od 1939 roku są na tych terenach traktowani jako "opastnyj element" (element niebezpieczny). Od czasów Stalina niewiele się zmieniło, tyle, że teraz taki "element" nie wyląduje gdzieś na Syberii...
Na Białorusi nadal żyje największa dzisiaj polska mniejszość na Wschodzie. Polityka białoruska też nie ułatwia życia Polakom. Polacy zamieszkują tereny, które do II wojny światowej należały do Polski. Do 1939 roku byli obywatelami Rzeczpospolitej, dzisiaj mieszkają tu ich potomkowie. Po roku 1945 i potem jeszcze raz po 1956 wielu Polaków zostało repatriowanych. Pomimo to większa część została, bo tu zawsze była ich ojczyzna. Tam pozostały groby ich przodków, własne domy, ojcowizna. Wielu zostawało dlatego, bo uważali, że Polska wróci na te ziemie.
W Związku Radzieckim żadne polskie organizacje nie mogły działać. Jedyną instytucją był Kościół katolicki. Nieliczne polskie parafie przetrwały dzięki nieraz heroicznej postawie wiernych oraz determinacji duchownych, którzy pomimo represji zdecydowali się tam pozostać.
Rozpad komunizmu sprzyjał inicjatywom na rzecz tworzenia polskich organizacji. Proces ten rozpoczął się w czasach pierestrojki, gdy została założona niezależna organizacja - Związek Polaków na Białorusi w 1990 roku, wywodząca się z istniejącego od 1988 roku na Grodzieńszczyźnie Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Adama Mickiewicza. Związek skupia około 25 tysięcy aktywistów w całym kraju. Oficjalnie statystyki mówią o blisko 400 tys. Polaków, zamieszkujących od wieków głównie w zachodniej części dzisiejszej Białorusi. Są dziedzicami znacznie większej wspólnoty, która przez II wojną światową liczyła milion osób.
Jednym z założycieli Związku i wieloletnim prezesem był Tadeusz Gawin. Pomimo różnych szykan i trudności z przełamywaniem bierności miejscowych środowisk, działaczom ZPB udało się stworzyć dość silną organizację. Za jego czasów nawiązane zostały bliskie związki organizacji ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska" i Senatem RP. Dzięki wsparciu, które ZPB otrzymał od władz polskich, w ciągu kilku lat powstało 16 Domów Polskich, w których prowadzona była praca kulturalno-oświatowa. W 1996 roku została otwarta pierwsza Polska Szkoła w Grodnie. Natomiast druga Polska Szkoła - w 1999 roku w Wołkowysku. Klasy z polskim językiem wykładowym funkcjonowały również w Brześciu, Mińsku, Nowogródku i Sopoćkiniach. Języka polskiego nauczało się także w 289 szkołach, 42 przedszkolach, 39 szkołach społecznych.
W czasie zjazdu w 2000 roku na prezesa wybrano Tadeusza Kruczkowskiego. Od samego początku demonstrował on jawnie swoją lojalność wobec reżimu Łukaszenki. Według zgodnej opinii wielu działaczy, a także środowisk działających na rzecz pomocy Polakom na Wschodzie, jego kadencja nie była udana. Przeciw jego działalności od kilku lat protestowali licznie Polacy. Zarzucano mu oszustwa finansowe, oskarżano o dyktatorskie zapędy, posługiwanie się białoruską bezpieką w walce z konkurentami oraz uwikłanie w skandale finansowe i obyczajowe.
Jedną z pierwszych działaczek ZPB, która oficjalnie wystąpiła przeciw Kruczkowskiemu była Alina Jaroszewicz z Brześcia. Za swą zdecydowaną postawę płaci do dziś wysoką cenę. Służby KGB przepuścili na nią zmasowany atak. Dręczono ją wielogodzinnymi przesłuchaniami, nękano donosami, brutalnie niszczono jej dobre imię, grożono pobiciem i nawet śmiercią.
VI zjazd ZPB, który odbył się w marcu 2005 roku, przyniósł zaskakującą zmianę. Pomimo podjętej przez władze białoruskie, zakrojonej na szeroką skalę operacji zastraszania polskich działaczy oraz sugerowania, że jedynym zaakceptowanym przez władze kandydatem może być Kruczkowski, delegaci demokratycznie wybrali na prezesa Andżelikę Borys. Na reakcje władz nie trzeba było długo czekać.
19 kwietnia 2005 roku prezydent Łukaszenko w dorocznym orędziu do parlamentu i narodu zarzucił Polsce wzniecanie nastrojów rewolucyjnych wśród miejscowych Polaków. O "robienie wody z mózgów" "białoruskim Polakom" oskarżony został także lokalny Kościół. Wykorzystując grupkę działaczy, która przegrała marcowy zjazd, administracja państwowa rozpoczęła walkę z legalnym zarządem ZPB. Opornych szykanowano i zastraszano, a od lipca aktywistów zaczęto skazywać na areszty i grzywny. Posługiwano się przy tym donosami, pisanymi przez ową grupkę Kruczkowskiego. Tym swoim donosicielstwem spowodowali podjęcie niezgodnej z prawem, bo wydanej w trybie administracyjnym, a nie przez sąd, decyzji o unieważnienie wyborów. Jej uwieńczeniem był zajazd na siedzibę ZPB w Grodnie w wykonaniu Kruczkowskiego na czele oddziału milicji i OMONu w nocy z 27 na 28 lipca 2005 roku. 11 maja decyzją władz białoruskich obowiązki prezesa ZPB zostały przekazane Kruczkowskiemu.
Pod nadzorem Stanisława Buki, przewodniczącego Państwowego Komitetu ds. Religii i Mniejszości Narodowych Białorusi, 13 - osobowa grupa Kruczkowskiego obradowała w Szczuczynie i podjęła "uchwałę" o ponownym zwołaniu VI Zjazdu ZPB w Wołkowysku. Władze rejonowe w całym kraju przegotowywały delegatów, który administracja Łukaszenki przeprowadziła wraz z grupką Kruczkowskiego.
Oliwy do ognia dodał parokrotnie powtarzany w programie 1 państwowej telewizji film "Kto zlecił Związek Polaków" rzucający podejrzenie, że obecna prezes ZPB Andżelika Borys, cały niemal Związek i mieszkający na Białorusi Polacy to opłacana za "brudne dolary" piąta kolumna, której rekami chce się wywrócić władzę Łukaszenki i wprowadzić nowe rządy. Według autorów programu nowe kierownictwo Borys obrało kurs na przekształcenie Związku Polaków na Białorusi w filię białoruskiej opozycji, a ludzi niegodzących się na upolitycznienie Związku wyrzucono. Za nowym kierownictwem miał stać radca ambasady RP Marek Bućko, który miał być rzekomo inicjatorem przewrotu. Władze Białorusi uznały go za persona non grata. Oburzeni filmem Polacy zebrali podpisy pod apelem do prezydenta Łukaszenki, "jako gwaranta praw konstytucyjnych obywateli" z prośbą o ukrócenie antypolskiej nagonki rozpętanej przez państwowe media Białorusi i położenie kresu procesowi niszczenia Związku Polaków.
Filmów propagandowych kształtu "Kto zamówił Związek Polaków" w białoruskiej telewizji jest więcej i dotyczą one przede wszystkim zachodnich dyplomatów. W tych wątpliwej jakości materiałach, przygotowanych przy pomocy zdjęć białoruskiej milicji i KGB, które są nagrywane nieraz w ciągu kilku lat, przeważnie pokazywane są tylko osoby "dramatu", komentarz zza kadru jednoznacznie czyni je kompromitującymi.
Wcześniej przed wyemitowaniem kompromitującego filmu o ZPB, by zmusić nas do milczenia i pozbawić możliwości obrony, władza przejęła tygodnik wydawany przez Związek Polaków "Głos znad Niemna".
Podczas ataku białoruskich władz na Związek Polaków w maju 2005 roku, jedynym sposobem naszej obrony były polskie media i prasa opozycyjna. Dziennik "Narodnaja Wola" cieszył się niesamowitą popularnością wśród Polaków i był rozkupowany w kioskach, ponieważ tam ukazywała się wiarygodna informacja o sytuacji w ZPB, o aresztowaniach i prześladowaniach naszych działaczy.
By zablokować dostęp do niezależnych mediów w październiku 2005 roku Ministerstwo Informacji RB przerwało transmisję TVP1, chociaż było wysłanych ponad 3 tys. podpisów nie tylko Polaków, ale również Białorusinów, Ukraińców, Litwinów i Rosjan, którzy od lat mieli możliwość oglądać TVP 1.
Władza robiła wszystko, żeby poprzez swoją propagandę rozpętać konflikt narodowościowy, przedstawiając Polaków i Polskę jako wrogów Białorusi. Zawdzięczając właśnie mediom polskim i opozycyjnej prasie tego nie udało się zrobić.
Zjazd w Wołkowysku odbywał się pod silnym nadzorem milicji i KGB, które otoczyły Dom Kultury, gdzie obradował. Poza delegatami nie wpuszczono nikogo, nie tylko dziennikarzy, lecz nawet białoruskich Polaków, co było niezgodne ze statutem ZPB. Delegatów przywieziono autobusem podstawionym przez miejscowe władze, towarzyszyli im białoruscy urzędnicy. Na obrady nie dopuszczono wybranej na marcowym zjeździe prezes ZPB Andżeliki Borys i jej zwolenników. Zjazd w Wołkowysku był powtórzeniem marcowego, unieważnionego przez białoruskie Ministerstwo Sprawiedliwości, które zaleciło ponowny wybór władz ZPB. Popierający Borys działacze ZPB i dziennikarze byli wzywani wielokrotnie na przesłuchania lub zatrzymywani pod różnymi pretekstami, najczęściej za "chuligaństwo". Mimo to przed Domem Kultury w Wołkowysku pojawiła się pikieta Polaków z czarnymi opaskami na rękawach na znak żałoby.
W wyniku obstawionego przez reżim zjazdu 27 sierpnia prezesem został Józef Łucznik. Nowo wybrany prezes był jedynym kandydatem na to stanowisko. Na "ustawionym" przez mińskie władze zjeździe zabrakło wielu osób, znanych z popierania dotychczasowej prezes Andżeliki Borys. Część świadomie zbojkotowała zjazd pod auspicjami Łukaszenki, a części po prostu to uniemożliwiono, zatrzymując ich w aresztach. Jest to wyraz wewnętrznej polityki białoruskiej w stosunku do wszelkich mniejszości etnicznych, a Polaków w szczególności.
Powstał "białoruski Związek Polaków na Białorusi" - tak wybór nowych władz ZPB skomentował Paweł Grzelak z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Mimo bardzo skomplikowanej sytuacji Związek Polaków na Białorusi przy pomocy Senatu RP wydaje niezależną prasę "Głos znad Niemna na uchodźstwie" i "Magazyn Polski na uchodźstwie". Te tytuły cieszą się ogromną popularnością nie tylko wśród Polaków, ale również i Białorusinów.
Władza czyni różne przeszkody, by nie dopuścić, żeby ta niezależna prasa docierała do ludzi. Redaktorowi, dziennikarze, prezesi ZPB oraz aktywiści są regularnie wzywani na przesłuchania do milicji, zatrzymywani, przechwytywana i otwierana jest ich korespondencja.




